autor: Sirm » 27 maja 2026, 18:26
Po świetnym pierwszym sezonie, słabym i niepotrzebnym drugim, zamiast pełnoprawnego trzeciego, dostaliśmy jedynie jeden dłuższy odcinek zakańczający wszystkie wątki. Fajnie z ich strony.
Zamieszanie w niebie, piekle i na ziemi jest już tak duże, że niebo odpala projekt "powtórne przyjście", niestety Jezus gubi się gdzieś po drodze a ktoś podwędził księgę życia i właśnie zaczął wykasowywać rzeczywistość. Azirafal, Crowley i reszta bandy biegają, dyskutują i ogólnie przez większość czasu robią coś, co niestety też przez większość czasu nie ma sensu. Wątki są upakowane i przedstawione po łebkach, postacie pojawiają się, coś robią albo mówią i znowu znikają, widać, że wszystko goni jak pociąg pośpieszny a twórcy próbują upchać w ograniczonym czasie jak najwięcej, niestety słabo to wychodzi. Ogólnie, pierwsze 3/4 filmu to zbiór różnych scenek, motywów i gagów, i przez większość czasu zastanawiałem się po co to w ogóle powstało. Tak, to jest największy problem. To i brak budżetu.
Ale...
Ale ostatnie kilkanaście minut naprawdę mi się podobało. Po pierwsze definitywnie zamknęli wątek Crowleya i Azirafala, niekoniecznie dla wszystkich satysfakcjonująco, ale dosyć logicznie (biorąc pod uwagę co się działo w 2 sezonie i do czego wszystko zmierzało). Po drugie, autorom w naprawdę uroczy sposób udało się obrazić chyba wszystkich

Chyba jedynie przez to, że zakończenie nikogo nie interesowało i mało kto oglądał, nie trafiłem jeszcze na pełne oburzenia posty na FB, nawołujące do spalenia twórców na stosie, przeplatane lamentami o obrażonych uczuciach religijnych, złym i niezgodnym z rzeczywistością castingu, a słowo "woke" było by odmieniane przez wszystkie przypadki. A po trzecie jest piękny easteregg w hołdzie dla Terryego Pratchetta.
Po świetnym pierwszym sezonie, słabym i niepotrzebnym drugim, zamiast pełnoprawnego trzeciego, dostaliśmy jedynie jeden dłuższy odcinek zakańczający wszystkie wątki. Fajnie z ich strony.
Zamieszanie w niebie, piekle i na ziemi jest już tak duże, że niebo odpala projekt "powtórne przyjście", niestety Jezus gubi się gdzieś po drodze a ktoś podwędził księgę życia i właśnie zaczął wykasowywać rzeczywistość. Azirafal, Crowley i reszta bandy biegają, dyskutują i ogólnie przez większość czasu robią coś, co niestety też przez większość czasu nie ma sensu. Wątki są upakowane i przedstawione po łebkach, postacie pojawiają się, coś robią albo mówią i znowu znikają, widać, że wszystko goni jak pociąg pośpieszny a twórcy próbują upchać w ograniczonym czasie jak najwięcej, niestety słabo to wychodzi. Ogólnie, pierwsze 3/4 filmu to zbiór różnych scenek, motywów i gagów, i przez większość czasu zastanawiałem się po co to w ogóle powstało. Tak, to jest największy problem. To i brak budżetu.
Ale...
Ale ostatnie kilkanaście minut naprawdę mi się podobało. Po pierwsze definitywnie zamknęli wątek Crowleya i Azirafala, niekoniecznie dla wszystkich satysfakcjonująco, ale dosyć logicznie (biorąc pod uwagę co się działo w 2 sezonie i do czego wszystko zmierzało). Po drugie, autorom w naprawdę uroczy sposób udało się obrazić chyba wszystkich :D Chyba jedynie przez to, że zakończenie nikogo nie interesowało i mało kto oglądał, nie trafiłem jeszcze na pełne oburzenia posty na FB, nawołujące do spalenia twórców na stosie, przeplatane lamentami o obrażonych uczuciach religijnych, złym i niezgodnym z rzeczywistością castingu, a słowo "woke" było by odmieniane przez wszystkie przypadki. A po trzecie jest piękny easteregg w hołdzie dla Terryego Pratchetta.